Tyle mówi się – zwłaszcza ostatnio w kontekście zbliżających się wyborów samorządowych – o rozwoju turystyki i agroturystyki w naszej gminie, która – z czym nie zamierzam nigdy polemizować – posiada dość walorów mogących wspierać taki rozwój. Górskie i podgórskie miejscowości, uroczo położone i coraz bardziej zadbane z malowniczymi widokami i odnowionymi pałacami, z czystymi strumieniami i rzeczkami, z bogatymi w tajemnice i grzyby lasami. Do tego wszystkiego brak jednak jednej podstawowej rzeczy, mianowicie ciągle nie posiadamy odpowiedniej bazy noclegowej dla turystów, którzy, choć przybywają tutaj i podziwiają te wszystkie walory, to nie pozostają u nas dłużej niż kilka godzin. W tym miejscu znowu chciałbym nawiązać do stanu rzeczy sprzed kilkudziesięciu lat i na przykładzie Kaczorowa przedstawić, jak ongiś zorganizowana tam była baza noclegowa. W tym celu skorzystałem z wydanego w 1937r. przez urząd ruchu turystycznego w Kaczorowie informator, który podaje, że istniało tutaj 7 zajazdów i moteli o łącznej liczbie 64 miejsc noclegowych. Do tego dochodziły kwatery prywatne u 15 gospodarzy, którzy oferowali noclegi dla 56 osób. 120 turystów w ciągu sezonu letniego jednego dnia zostawiało w Kaczorowie przeciętnie 300 marek, a sezon trwał od 1.06. do 31.08. Poza sezonem cena samego noclegu była niższa o 20 fenigów, ale należało uiścić dopłatę w wysokości 25 fenigów za ogrzewanie. W kwaterach prywatnych wszelkie opłaty zwiększały się o 25%, jeśli pobyt trwał krócej niż 4 dni. Do każdego rachunku doliczano 10% za obsługę. Przyjmując, że poza sezonem za noclegi z wyżywieniem każdego dnia płacono około 100 marek, to w ciągu roku Kaczorów mógł zarobić ponad 50 tys. marek (około 56 marek na jednego mieszkańca). Dalsze wyliczanki nie są konieczne, bowiem z tych już dokonanych wyraźnie wynika, że możliwość noclegu dla turystów, którzy przyjeżdżają w nasze okolice, mogłaby mieć bezpośrednie przełożenie na poprawę sytuacji materialnej przeciętnego Bolkowianina. A tak na marginesie; ciekawe, czy jakiś tutejszy urząd wykonał podobny informator, który zawierałby wyczerpujące informacje o bazie noclegowej obecnie. Ta dygresja wiąże się z pewną sytuacją, która miała miejsce przed dwoma laty w jednym z bolkowskich hoteli. „Markowi” turyści nie chcieli zgodzić się z wysokością wystawionego rachunku, bowiem zapisane w nim ceny różniły się znacznie od tych, które można było znaleźć w prospekcie. Owi turyści postanowili poinformować o tym fakcie na łamach jednego z niemieckich miesięczników wszystkich, którzy planowaliby swój pobyt w tym hotelu, kategorycznie odradzając skorzystanie z jego usług. Ilu klientów stracił hotel, powinni wiedzieć jego właściciele. Zapewne większa oferta noclegowa wykluczyłaby takie sytuacje i spowodowałaby podniesienie poziomu tego rodzaju działalności. Potrzebni są tylko chętni – właściciele domów, którzy taką działalność zdecydują się prowadzić.

Roman Sadowski